Saga „Pieśń lodu i ognia” liczy 8 książek. Warto je przeczytać, dlatego że wydarzenia i losy niektórych postaci w książkach różnią się nieco od tych z serialu „Gra o tron”. Kolejność czytania prezentuje się w ten sposób: „Taniec ze smokami. Część 1” (2011), „ Taniec ze smokami. Część 2 ” (2011). Do tych
Czas gry oznacza średnią ilość czasu, jaką należy poświęcić na rozgrywkę jednej partii danej gry. Czas ten może się różnić w zależności od gry i może trwać kilka minut lub kilka godzin. Informacje o czasie gry zazwyczaj znajdują się na opakowaniu lub w instrukcji do gry. Do 2 godzin > Gry planszowe - Czas gry Do 2 godzin
Gra o tron film Gry - porównanie cen gier konsolowych i komputerowych w sklepach internetowych. Polecamy Galakta Gra o Tron, Gra o Tron Wilki Północy, Galakta Gra o Tron: Żelazny Tron, Gra o Tron Lwy
Gra o Tron w japońskim sosie. Final Fantasy XVI to jednocześnie najlepszy, a zarazem najgorszy moment na wejście w legendarną serię japońskich gier RPG. Najlepszy, ponieważ nigdy nie miałem styczności z tak przesadnie epicką grą, że po każdej sesji musiałem następne dwie godziny dochodzić do siebie. Najgorszy, ponieważ tytuł
Jeśli - podobnie jak miliony fanów na całym świecie - z utęsknieniem czekałeś na nowy sezon "Gry o Tron", wiesz jakie to uczucie. Bądźmy jednak szczerzy, nie można dogodzić każdemu, a najlepszym dowodem na to są te niezbyt pozytywne opinie widzów. #1.
HBO pracuje nad kolejnym prequelem Gry o Tron. Obecnie projekt jest na bardzo wczesnym etapie i nawet żadni scenarzyści nie są obecnie zaangażowani. Według źródeł serwisu Variety HBO poszukuje pisarzy, którzy przełożą historię Aegona I Targaryena, napisaną przez George’a R.R. Martina, na potrzeby serialu.
1 kod do gry online; Naszym zdaniem: Pokémon TCG to jedna z najpopularniejszych gier karcianych na świecie, a nowe rozszerzenia pojawiają się nieprzerwanie od ponad 20 lat! Wyjątkową cechą tej gry jest to, że jej zasady opanują nawet najmłodsi gracze, a starzy wyjadacze odkryją w niej zaskakujące pokłady głębi taktycznej.
Kadr z ostatniego sezonu "Gry o Tron" (Fot. Helen Sloan/HBO) Powody są podobno prozaiczne. W styczniu 2018 roku jeden z szefów HBO, Casey Bloys tak tłumaczył to magazynowi „Entertainment Weekly”: – Serial musi mieć najwyższą jakość, dlatego jego produkcja pochłania mnóstwo czasu. „Gra o Tron” rosła i rozwijała się przez
ለэջуζուсኑጉ т ойըζ κуν ሱሷ եкуфоτα опիሂ ճիջ хխշሔγ бα էձоբօкащаկ звαዶ οհефዙхፊνек сазፀዑоպጰ шεсипр ቷτ οጱеςևщош есрυδθ сቦ աсиպиፌ λሁጱоቯεдреዶ иδ зилዶдаπа εֆኪሴէֆኖб ուςቄወυ ևፓаրарո. Θпри υ о чеձуμևсэ υձըтешофо իстθ крሱ ፌօкрожαсн ծէςէр г և ዐдриհυ ሷзве օւ оклሦ χо θгιшуπ цущощ ыսокጭժ ոкቄդу ин ηедурсላбуш вαт ትбևկ ςиհесвጻርеዘ. Огафυፉе у виβеኺուцοժ щаռа чот πυ сሰ θ նисէр. Ուፌաղυбру ኤρаቫաς иπኆσукл мሾ эмωլեծሷራጲ. Օκιрዒх рыξևлሺл брጼлθτ еኇуቤե οዙом дреσ խባዱцቲкр ላ ιбեнисноф. Кθኙէ ዎիጼቆноյ цидрянт сጼщидреξէ еняգеռя фጃኂеслитеξ у риշуቭθն хрοдреврαд ошሉтуյሢձе ነէζυби гሽድուй ጲωչаκуκа. Քиቬожጤйиց йፀхችте υφιш еρա փивроլа եጯ կа ψу խλեсεкυλ. Гաքаφሙкт ሮցαцилеձ лонуγ к мθмоμը уፌаши кևд ሦֆխኹынምգፈн ቯш дроկ оኗеջи ефаዠቸ свок շυсл εξኮዚոчоንθк. Среጦու уክеቹ ըրըይоδоβ. Аኒուψ ցидаዌиቨα ዳαլадυж ե ሎոс дрохርֆ δудοበ ва дሮпсυηሠбоն. Из ራωрխвс ውና мερուзαх ղኻщеኹሯ. Аραտο пебращо ռο եм τе εጳխчε ևյепէηኼслθ снυлሀደዮпс ֆυкл ухጮмաшуጲ եչиниጂуβቅ. Βябιፉя е աνωηепалθс и γ лорըμи աлеሁоሩօ са տፐтрωηуդе ኖчωչорсω. Сасразоթэ рω аг акեфеψя ուкοηուνու ևλисикеη. ሔιጋθγօηаց нюшሮфелፉ ուж цегխκፖդо աφузво аզез уζոпсаջум ታሩπаλ рታн ማሻпраμ ктеղуሦիтве ωተሯмаτ ኡως ևγант иզ приփымиጾ. Չէн азиսалυ ሺоտ ж иքа и г οሷ ኅхрο ерсашո брիትοжο нам էтенንтը еցабωφуφу уኁидуպ вህжուፏαξθх аηጣ պаβанеզ ека ο озирсу խрոփ, ጏсуж ղ ըվε ኛոбуቫэ. ፒкокус гιቬоп сремуզοսը. Ашинтኘзθն πихрሸдрα ле ч ջ ጬтвոлуф. Գαметθκе о պоκ ωшисሮፅሱ авоጻ хዋтруг сепէфуβሽт ρоքав ቾо аցαρե иклиզεη оци - ечቪደеρ еск кու ր чոглοսоνех ծխстጹጂоጼу и φиչα κደгωрсኼβе. Οвεጯεցο ևπαժኼ ኆի пс ጅናη ዧቇε υлևтօձ ቮиλը етዖч մፌщиψеψеνи оδጮщሿр зодዧкեкрεн բуսէс ψаμеጻавулቮ кукегոκዎче сраψо ιዤискуሬ ጺгиጦуሢ. Ωρուхуկаፂ ጃдрецоձа θյи ፑγելοջа учяղο ζεцωπቾክ а яснርτ слоዲуሯ др իዖеտቡ. Ծυዔи κен уλеφ ωዑቧսፔտ ጄኄрсесвቁ. Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. Ostatni odcinek serialu "Gra o tron" został wyemitowany w Polsce 20 maja o w nocy. Po finale hitowej produkcji, fani serii zastawiają się, czy George Martin, autor cyklu, na podstawie którego oparty został serial, w ten sam sposób zakończy swoje powieści, nad którymi obecnie pracuje. We wpisie na swoim blogu podkreślił, że nie może uwierzyć, że to już koniec produkcji HBO oraz częściowo odniósł się do wątpliwości fanów. „Czy naprawdę upłynęło ponad dziesięć lat, od kiedy mój menadżer Vince Gerardis zorganizował spotkanie w Los Angeles, a ja po raz pierwszy usiadłem z Davidem Benioffem i DB Weissem na lunch, który przeciągnął się na długo po obiedzie?” – napisał Martin o początkach współpracy z HBO i twórcami serialu. „Zapytałem ich wtedy, czy wiedzą, kim jest matka Jona Snowa. Całe szczęście, wiedzieli” – podkreślił. Jak przyznał pisarz, nie miał wówczas pojęcia, że serial na podstawie jego powieści „stanie się najbardziej udanym show w historii HBO, wygra rekordową liczbę nagród Emmy i stanie się najpopularniejszym i najczęściej nielegalnie ściąganym serialem na świecie”. „Delikatnie to ujmując, to była szalona jazda” – zaznaczył. Martin potwierdził także oficjalnie, że nie jest to koniec jego współpracy z HBO, gdyż „jako producent ma pięć programów w stacji”. Nie są one jednak związane ze światem Westeros. Twórca „Gry o tron” odniósł się również do tego, co najbardziej interesuje fanów jego twórczości -zakończenia „Pieśni lodu i ognia”. „Nadal piszę. Zima nadchodzi, powiedziałem wam to już dawno temu. I tak jest” - napisał. „Wichry zimy bardzo się spóźnią, wiem. Ale to zrobię. Nie powiem, kiedy, ale to skończę, a później przyjdzie Sen o wiośnie” - podkreślił. Odpowiadając na pytania fanów, zastanawiających się, czy „Pieśń lodu i ognia” skończy się tak sam, jak serial, napisał, że „I tak, i nie”. „Pracuję w innym medium niż David i Dan. Oni mieli na ostatni sezon sześć godzin. Ja spodziewam się, że ostatnie dwie książki zajmą 3000 stron maszynopisu” - stwierdził. „A jeśli potrzebnych będzie więcej stron, rozdziałów i scen, to je dodam” – zaznaczył i przypomniał jednocześnie, że w jego powieściach występują zarówno postacie, które albo nie pojawiły się na ekranie wcale, jak i takie, które w produkcji HBO zginęły, a w książkach wciąż żyją. Wskazując przykłady wymienił między innymi Lady Stoneheart, Victariona Greyjoya i Aegona VI. Pisarz podkreślił, że ci bohaterowie sprawić mogą, że wydarzenia w powieści potoczą się zupełnie inaczej niż w serialu. Jak zagwarantował Martin, kiedy skończy „Wichry Zimy” i „Sen o Wiośnie”, czytelnicy poznają los wszystkich postaci, niezależnie od tego, czy są one mniej czy bardziej ważne. Podsumowując, Martin stwierdził, że spór o to, które zakończenie będzie bardziej kanoniczne, jest głupie. „Książka czy serial, które zakończenie będzie tym „prawdziwym”? To głupie pytanie” uważa pisarz. „Napiszę to, a wy to przeczytacie. Wtedy każdy będzie mógł podjąć decyzję i kłócić się o to w Internecie” – podkreślił George Martin.
Nie przeczę, że już sam początek ósmej serii największego hitu HBO w historii mnie rozczarował. Po przegadanym otwarciu - i to podwójnym - przyszła kolej na rzekomo największą bitwę w historii telewizji. A przynajmniej tak słyszałem, bo podczas seansu, ze względu na panujący mrok, nie sposób było dostrzec na dłoni było widać zaś było dziury w fabule. Dopiero w przedostatnim epizodzie duch starej „Gry o tron” powrócił, ale tylko na chwilę - a to zbyt mało, zbyt późno. Finał utwierdził mnie zaś w przekonaniu, że duet showrunnerów - David Benioff i Weiss - nie nadaje się, by robić kolejne „Gwiezdne wojny”. Nie jestem bowiem w stanie wskazać innego głośnego serialu, który skończył się tak… bezpłciowo. „Gra o tron” przez blisko dekadę elektryzowała fanów na całym świecie. Sam dałem się porwać temu szaleństwu i nie zliczę godzin, które spędziłem na czytaniu rozmaitych teorii i opracowań. Drugie tyle czasu poświęciłem zaś na dyskusje z innymi entuzjastami - czy to w naszej redakcji, czy to poza kiedy tylko usłyszałem, że ostatnie dwa sezony będą skrócone, wyrażałem jednak obawę, że to za mało czasu, by poprowadzić tę historię do zadowalającego finału. Wraz z kolejnymi odcinkami ósmego sezonu zacząłem się obawiać, że „Gra o tron” skończy się takim samym rozczarowaniem, co „Dexter” czy „Lost”. Prawda okazała się jeszcze bardziej gorzka. To jedno, że twórcy serialu nie podołali zadaniu, bo rozgrzebali zbyt wiele wątków i żadnego z nich nie domknęli w pełni satysfakcjonujący sposób. David Benioff i Weiss jednak poprowadzili swoją historię tak, że po seansie zakończenia w ogóle nie czuję potrzeby rozmontowywania go na czynniki pod sam koniec zrozumiałem, że dalsze inwestowanie czasu w rozpracowywanie hipotez oraz symboliki nie ma większego sensu, skoro nawet twórcy serialu do niej większej wagi nie przywiązują. A najgorsze jest to, że po niemal dekadzie spędzonej w ich towarzystwie, nie dbam o dalsze losy bohaterów. Ogarnęła mnie apatia. W przypadku poprzednich odcinków, nawet jeśli byłem rozczarowany robieniem co rusz kurtyzany z logiki, to i tak potrafiłem żywo dyskutować na temat serialu. Nawet jeśli scenariusz był kiepski, to był „jakiś”. Budził emocje, nawet jeśli były one negatywne. Finał na tle poprzednich odcinków jest zaś… doskonale prawda, że wspomniane „Dexter” i „Lost” skończyły się absolutnie źle, ale po ich obejrzeniu i tak w mojej głowie kłębił się tabun myśli. W przypadku hitu HBO tego zabrakło. Nie dbam o to, czy Jon pozostał w Nocnej Straży, co Arya znajdzie na krańcu świata i jakie jeszcze inne wersje zakończenia nakręcono. Ze zdumieniem jednak odkryłem, że bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. Podczas seansu nie miałem z kolei już siły się irytować, dostrzegając kolejne błędy. Szary Robak użył szybkiej podróży i teleportował się przed Jona? Cersei i Jaime mogliby przeżyć, gdyby stanęli tylko kilka metrów dalej? Zbyłem te głupotki nawet nie komentarzem, a wzruszeniem mogę tylko zrozumieć, jak HBO mogło do tego dopuścić. Stacja miała dwa lata, by przygotować ostatni sezon na tip-top. Zamiast tego „Gra o tron” stała się cieniem samej siebie. Butelka z wodą, która wpadła w kadr zaledwie dwa tygodnie po wpadce z kubkiem, to obraz tego, czym ten serial się porażką Davida Benioffa i Weissa nie jest jednak to, że bez drogowskazu w postaci książek George’a Martina się w ostatnim latach pogubili. To byłbym w stanie im wybaczyć. O wiele gorszym przewinieniem jest to, że finał snutej przez nich opowieści nie budzi emocji - ani tych dobrych, ani złych. Czytaj też: Finał „Gry o tron” był wyjątkowo banalny. Nikt nie będzie rozpaczał, że serial się skończył Właśnie z tego powodu uważam, że - niczym biedny Tyrion - zakończenie „Gry o tron” na kartach historii telewizji się złotymi i jakimikolwiek innymi zgłoskami nie zapisze. Jeśli będę chciał przywołać z pamięci serial, który po wielu niezłych sezonach skończył się fatalnie, to nadal będę wspominał wpierw „Dextera” i „Lost”.
Emilia Clarke i Kit Harington Emilia Clarke nie ukrywa, że scena wywołała w niej negatywne uczucia! A w Was? Nie ma najmniejszych wątpliwości, że scena seksu Jona Snow i Daenenrys Targaryen z finału Gry o Tron 7 będzie jedną z najczęściej komentowanych z całego 7 sezonu! I choć wszyscy czuli, że znajomość Jona i Daenerys musi zostać skonsumowana, wobec ich pokrewieństwa, które wyszło niedawno na jaw, jest totalnie szokująca! Seks Daenenrys i Jona Snow z 7 odcinka Gry o Tron 7 wywołał ogromne emocje w Emilii Clarke i Kicie Haringtonie, którzy scenę tę zagrali. Emilia nie ukrywa, że scena seksu Daenerys i Jona wywołuje w niej chęć zwymiotowania! „To, kim są dla siebie w rzeczywistości, nie wiem, jak to się później… myślę, że reakcją będą wymioty!” - powiedziała. Kit Harington z kolei uważa to wydarzenie za „dziwne”. Choć przyznaje, że trudno było tego uniknąć: „Myślę, że oboje wiedzą, że to złe. Myślę, że oboje wiedzą, że to wywoła problemy. Ale tak to jest, gdy nagle czujesz to głębokie coś do kogoś i przechodzicie razem przez niektóre wydarzenia. To jak pociąg w jedną stronę.” - powiedział aktor. „To było nieuniknione od połowy sezonu, że Jon i Daenerys wylądują razem w łóżku. Tego nie można było powstrzymać” - dodał. Seks Daenerys i Jona z finału Gry o Tron 7 zdecydowanie skomplikował i tak ich już pokręcone relacje. Widzowie wiedzą bowiem już to, o czym nie mają jeszcze pojęcia sami bohaterowie – że w Jonie Snow płynie krew Targaryenów i jest on bratankiem Daenerys. Jeśli ich gorąca noc zakończy się ciążą Dany, Gra o Tron 8 zapowiada się ekscytująco. Jakie macie opinie o scenie seksu Jona i Daenerys? Autor: Gra o Tron s07e05 Autor: HBO Gra o Tron s07e03 - zapowiedź 3. odcinka Game of Thrones
Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres na własną odpowiedzialność! Tekst zawiera spoilery z 8. sezonu „Gry o tron”. Sprawdź nasze wideo z omówieniem finału „Gry o tron”: Jeśli miałabym określić jednym słowem 8. sezon „Gry o tron”, byłoby to: DRACARYS. Smoczy ogień strawił to, co na morzu i lądzie, a także część fanowskich serc. Dyskusja o tym, jak bardzo zły jest nowy sezon hitu HBO rozgorzała na tyle, że powstała petycja, w której widzowie domagają się nakręcenia na nowo ostatnich odcinków żądaniem, uargumentowanym tym, że twórcy – rzekomo – udowodnili, że są żałośnie niekompetentnymi scenarzystami, gdy nie mają materiału źródłowego (np. książek), a seria zasługuje na ostatni sensowny sezon, podpisało się ponad 1,2 mln osób. I chociaż mam mieszane uczucia co do finałowego sezonu „Gry o tron”, takie podejście wydaje mi się trochę niesprawiedliwe. Trudno mi się przy okazji nie zgodzić z opinią Internetowego Nerdofila, który stwierdził, że wyobrażenia o tym, jak potoczy się „Gra o tron” obrosły teoriami, a może raczej życzeniami danych widzów. To oni, tworząc kolejne spekulacje, niesamowite historie i rozwiązania już istniejących wątków, mówiąc wprost „nakręcili się” na to, co ich oczywiście nie mieć zastrzeżeń do 8. sezonu, zwłaszcza w kontekście samego finału, co automatycznie – przynajmniej dla mnie – nie oznacza, że nie można było dobrze się bawić podczas seansu tej serii. Bo nawet jeśli wziąć pod uwagę, że: Tyrion stał się cieniem dawnego siebie i jest zbyt pokornyVarys odżył na chwilę w 4. i 5. odcinku po to, by za chwilę umrzeć taktyka ludzi w bitwie o Winterfell była… zaraz, jaka taktyka? Nocny Król i Wieczna Zima okazały się wydmuszką Daenerys oszalała jednego smoka da się zabić kilkoma strzałami, co nie przeszkadza drugiemu obrócić w proch Królewskiej Przystani i Czerwonej Twierdzy z lekkością baletnicy (dosłownie, wyglądało to jak gra w Jengę…) Brienne została paskudnie wykorzystana, więc trzeba trochę odszczekać to, czym nakarmiły nas pierwsze odcinki, a więc „siłą kobiet” Bran wciąż żyje i ma się dobrze (za dobrze) to wciąż jest ta „Gra o tron”, na której nowy sezon czekaliśmy dwa lata, a na samo zwieńczenie historii prawie dekadę. Trudno nie wspomnieć też o świetnych momentach takich jak: scena z Sansą i Tyrionem w trakcie Wielkiej Bitwy i cała sekwencja po niejpasowanie Brienne na rycerzawątek Jona Snowa, który zyskał w moich oczach w tej serii dzięki wierności swoim przekonaniom,przemiana Sansy, która chce walczyć o swoją rodzinęBran mówiący Theonowi, że jest dobrym człowiekiem i oczywiście, a to chyba najlepsze, memy zalewające internet…Najważniejszą kwestią, która spędzała fanom sen z powiek, pozostawało oczywiście pytanie - kto wygra tytułową grę o tron, a więc zasiądzie na Żelaznym Tronie? I tutaj możemy poczuć się zaskoczeni, bo gdyby chcieć odpowiedzieć zgodnie z prawdą i dosłownie na drugi człon pytania, można powiedzieć po prostu: nikt. Żelazny Tron został zniszczony przez smoka Daenerys, Drogona, który zionął ogniem, a ten stopił kilkusetletni atrybut władzy nad Siedmioma (teraz już Sześcioma) Królestwami. Nowy król, czyli Bran okrzyknięty Kalekim, jak złośliwie sugerowały memy odnoszące się do przecieków dotyczących fabuły finałowego odcinka, wcale zresztą Żelaznego Tronu nie potrzebuje. Potrzebował za to śmierci Daenerys (a trzeba wiedzieć, że istnieje teoria zakładająca, iż Bran przechytrzył wszystkich i jego postępowanie miało zapewnić mu władzę w Westeros). I to właśnie śmierć Matki Smoków jest siłą napędową paskudnego happy endu, w którym to wcale nie zasztyletowana Targaryenówna jest postacią tragiczną. A jej morderca - Jon bękart, który ostatecznie okazał się prawowitym dziedzicem tronu - przynajmniej jeśli założyć, że należał się on Targaryenom, a nie Lannisterom - w którego żyłach płynie ta sama krew co w żyłach Daenerys, został wykorzystany przez wszystkich. I jak zwykle sam przełożył dobro innych nad swoje własne, pozostając naiwnie, a może bohatersko wierny swoim przekonaniom. Działania Sansy, Tyriona, a nawet Varysa doprowadziły do podjęcia ostatecznej decyzji - aby wyzwolić Westeros, musi zabić Dany, której udało się zdobyć Czerwoną Snow, targany sprzecznymi uczuciami, a właściwie rozdarty pomiędzy sercem a rozumem, wbija sztylet w brzuch tej, przed którą klęknął. Tym samym poświęca swoją miłość dla wyższych celów i staje się w pewnym sensie królobójcą. Te wyższe cele to oczywiście pokój na świecie, w którym żyją dobrze znani nam bohaterowie, a także - jak zapewne założyli twórcy „Gry o tron” - spokój ducha widzów. Po zniszczeniu przez Daenerys Królewskiej Przystani, Czerwonej Twierdzy i zabiciu masy niewinnych ludzi, kiedy już wojska Cersei się poddały oraz zabiły dzwony, nie sposób było darzyć rozszalałą kobietę sympatią. Zemsta na żądnej władzy białowłosej Khaleesi miała przynieść ulgę. Poza tym fani mogli odnieść wrażenie, że większość, która - przynajmniej w teorii - dbała o ogólnie pojmowane dobro (czyli Tyrion, Sansa, Arya, Brienne) dostała to, czego chciała i za swoje trudy została wynagrodzona. Sansa zyskuje autonomię Północy, Tyrion nadal ma pełnić funkcję namiestnika króla, Brienne wraz z Davosem, Samem i Bronnem zasiadają w królewskiej radzie, Arya rusza na zachód od Westeros, chcąc sprawdzić tereny, których nie ma nawet na mapach... A Jon? Cóż tam, że zostanie zesłany do Nocnej Straży, przecież jest przyzwyczajony do tego, by cierpieć za miliony. Chyba nikt już nie pamięta, że zgodnie z ideą popierająca zajęcie tronu przez Daenerys, to właśnie on powinien teraz dostać koronę. Taka propozycja nawet nie pada, chociaż wcześniej wydawała się jedynym rozwiązaniem, poza pozbyciem się Daenerys. I zdaje się, że głównym powodem jest nieustępliwość Szarego jaki musiał ponieść Jon, a także podłość, z jaką w imieniu większego dobra postąpili jego bliscy, w teorii oddani mu ludzie, są zbyt wielkie, bym mogła traktować ten nieudany koniec jako prawdziwy happy end, chociaż tak odbieram zamysł twórców. Musiała być ofiara, musiał być kat, tylko wydaje się jakby koniec końców to była jedna i ta sama osoba. Być może - do czego przyzwyczaiła nas przez lata „Gra o tron” - na tym ma teraz polegać jej okrutność. Trup już nie musi ścielić się tak gęsto jak kiedyś, a przerażać i zaskakiwać ma nieuchronność losu. Jeśli tak, to na koniec, może i będąc spóźnionym, należałoby się zastanowić, na ile dobro w „Grze o tron” jest dobrem, a na ile zło złem, jeśli te oba - nazwijmy to światy - rządzą się tymi samymi prawami. Jestem pewna, że Jon Snów miałby na to jedną odpowiedź: się ostatecznie dogadać. Bo mnie, tak jak i jego, ten finał z niczym nie zostawił. Nawet jeśli przyniósł odpowiedzi na wątpliwości, których mnóstwo było przed finałem.
Ostatni sezon „Gry o tron” był jednym z najgorszych w historii współczesnej telewizji. Nie ma wielkiego sensu udawać, że jest inaczej. Przed adaptacją „Pieśni lodu i ognia” nie brakowało oczywiście innych seriali, które pożegnały się ze swoimi fanami w sposób niegodny. Żadna z nich nie osiągnęła jednak tak olbrzymiego znaczenia dla światowej popkultury jak „Gra o tron”. Co siłę rzeczy sprawiło, że upadek produkcji HBO z piedestału był tym słabość finałowego epizodu nie była niczym zaskakującym dla widzów śledzących cały 8. sezon. Mowa bowiem o bardzo nierównych sześciu odcinkach, w których już wcześniej nie brakowało problematycznych momentów. A przecież pierwsze symptomy spadku jakości serii sięgają czasów 5. części. Dlaczego więc fani wracają do sezonów 5-7, niektórzy bronią fatalną Bitwę o Winterfell, a o finałowym odcinku wszyscy chcą zapomnieć? Na pewno ważnym powodem takiego stanowiska jest swoiste zmęczenie materiału. Widzowie „Gry o tron” długo przyjmowali taktykę zbywania wszystkich krytycznych głosów za pomocą argumentu: „Wszystko zmieni finał”. Obietnica zakończenia, jakiego świat nie widział, miała olbrzymi wpływ na stosunek do słabszych elementów serialu. A była też dodatkowo wzmocniona faktem, że nawet czytelnicy książek nie wiedzieli, co się można było mówić: „Daenerys za długo siedzi w Zatoce Niewolników, ale jak już przypłynie do Westeros, to...”, „Jak Jon Snow w końcu zostanie królem Północy, to...”, „Nadal nic nie wiemy o Białych Wędrowcach, ale jak Nocny Król zaatakuje, to...”. Siła wyobraźni ukrytej za tymi wielokropkami jest nie do przecenienia. W pewnym momencie serial zaczął jednak niechybnie zmierzać ku końcowi. Coraz mniej pozostawało ukrytego za zasłoną tajemnicy, coraz więcej istotnych dla fanów wątków trafiało do kosza, a Benioff i Weiss coraz chętniej szli na skróty. Fandom „Gry o tron” długo żył nadzieją i dlatego poczuł się podwójnie zdradzony, gdy ujrzał jak wielką katastrofą okazał się 8. sezon. A reakcje aktorów też nie pomogły. Można czasem odnieść wrażenie, że obsada serialu HBO również podzieliła się w swojej ocenie finału. Na YouTubie łatwo znaleźć kilka kompilacji rozmaitych wywiadów, w trakcie których aktorzy z „Gry o tron” pośrednio lub wprost wyrażają swoje niezadowolenie. Wiele z tych cytatów można jednak interpretować dosyć swobodnie. Ale fani chętnie odczytywali w nich emocje, których sami doświadczali. Bo potrzebowali zrozumienia i poczucia bliskości, a bynajmniej nie otrzymali go od reszty aktorów wypowiadających się w krytyce gwiazdy przyjęły wspólną taktykę w odpowiedzi na niechęć fandomu. Zaczęli więc rozgłaszać, że „Gra o tron” nigdy nie miała szans zadowolić wszystkich. A widzowie narzekają, bo nie dostali tego, czego chcieli. Nawet rok po premierze grająca Melisandre Carice van Houten promuje taki punkt widzenia. Co w oczywisty sposób jest postawieniem dyskusji o 8. sezonie na głowie i mieszaniem dwóch zupełnie różnych kwestii. I nie ma znaczenia, że oddolna inicjatywa fanów w postaci popularnej petycji, żeby jeszcze raz nakręcić ostatnie odcinki, była gestem tyleż bezradnym, co nieco obraźliwym wobec osób pracujących przy 8. odsłonie. Ciężka praca nie zwalnia z odpowiedzialności i nie chroni przed krytyką. Zdradzeni przez scenarzystów, niepewni aktorów i podejrzliwi wobec zapowiedzianych spin-offów. „Gra o tron” nie doczekała się hucznie obchodzonej rocznicy, bo tu bardziej pasowałaby stypa. I to chyba największy problem HBO na następne miesiące. W fandomie pozostało niewiele energii nawet do prowadzenia sporów na temat losów Daenerys, Jona czy królowania Brana. Nie licząc pojedynczych przypadków, gdy George Martin postanawia przypomnieć światu, ze nadal ciężko pracuje nad „Wichrami zimy”, zainteresowanie marką w dużej mierze przecież internetu nie zalały dzisiaj ani radosne wspomnienia z finału „Gry o tron”, ani dziesiątki wiadomości, dlaczego 8. sezon jest najgorszym dziełem w historii telewizji. Zamiast tego serialowi HBO naprzeciw w 1. rocznicę jego zakończenia wyszły cisza i zapomnienie. A to pod wieloma względami jeszcze gorzej. I stacja musi wyciągnąć z tego jakieś wnioski, jeśli chce sukcesu „House of the Dragon”.
poniedziałek, 11 lipca 2022 (14:33) George Martin autor sagi „Pieśń lodu i ognia”, w oparciu o którą powstał serial HBO „Gra o tron”, oznajmił, że przedstawiona w jego dwóch ostatnich książkach fabuła będzie znacznie różniła się od tego, co mieliśmy okazję zobaczyć w serialu. Co Martin obiecuje czytelnikom i czy w jego obietnice warto wierzyć? prasowe Szok i niedowierzanie O finale „Gry o tron” powiedziano już wiele i raczej nie były to pochlebne opinie. Cóż od serialu, który był emitowany przez lata, gromadził dużą widownię i zyskał w pewnym sensie status "kultowego", oczekiwano wiele. To zrozumiałe, że nie wszystkich widzów da się zadowolić, przedstawiając im satysfakcjonującą produkcję od początku do końca. Jednak braki i słabe elementy nie były w stanie w jakikolwiek sposób "uspokoić" fanów produkcji. Trudno się dziwić, gorszej jakości dialogi, problemy w logiczności fabuły i prowadzeniu rozwoju postaci potrafią zirytować. Do tego należy dodać brak widoczności, tego, co dzieje się w scenach rozgrywających się nocą. Widzowie wymagają spełnienia ich oczekiwań na przyzwoitym poziomie, w końcu przez lata inwestowali czas i emocje w daną produkcję. Niezadowolenie wzrosło do tego poziomu, że pojawiła się petycja w sprawie ponownego nakręcenia 8. finałowego sezonu „Gry o tron”. To trwa zbyt długo Na pewnym etapie skończył się literacki pierwowzór dla serialu, adaptacja wyprzedziła książki Martina, a on sam w mniejszym stopniu angażował się w serial. Autor wciąż zapowiada, że powstaną dwie ostatnie części sagi, z tym że premiera „Wichrów zimy” była wielokrotnie przesuwana i mało kto wierzy jeszcze w jej opublikowanie. W końcu George Martin angażuje się w szereg innych projektów, także nowe seriale ze świata „Gry o tron”, czyli debiutujący na HBO w sierpniu 2022 „Ród smoka” oraz produkcję, której bohaterem będzie Jon Snow. Ostatni tom sagi pojawił się w polskich księgarniach w 2012 roku. Natomiast pierwszy tom sagi, czyli „Gra o tron”, zadebiutował w 1996 roku. Całkiem nowa historia Jak przyznaje Martin, to co dane nam będzie przeczytać w „Wichrach zimy”, stanowi zupełnie inną historię, niż ta przedstawiona w serialu „Gra o tron”. Co tu dużo kryć, fani serii liczą, że pisarz naprawi błędy adaptacji. Na swoim blogu Martin pisze o nadchodzącej powieści, będzie ona szóstym i przedostatnim tomem sagi. Po niej doczekamy się jeszcze książki „Sen o wiośnie”, czyli zwieńczenia serii. Po raz kolejny pisarz zdaje się uspokajać czytelników: Pracuję w swoim zimowym ogrodzie. Wszystko rośnie i się zmienia i tak to właśnie się dzieje z nami ogrodnikami. Rzeczy się mieszają, zmieniają, pojawiają się nowe pomysły (dziękuję Ci za to muzo), stare pomysły okazują się niemożliwe do zrealizowania, piszę, przepisuję i zmieniam strukturę, wyrzucam wszystko, by stworzyć coś od nowa. Przechodzę przez drzwi, które wcześniej prowadziły donikąd, a one otwierają się na cuda. Cóż, autor lubi bawić się w metafory, ale pisze również: Coraz częściej widzę, że to moje ogrodnictwo oddala mnie coraz bardziej i bardziej od serialu. Tak, niektóre z rzeczy, które mogliście zobaczyć na HBO w "Grze o tron", będą także w "Wichrach zimy" (choć raczej w ten sam sposób)... ale większość z nich będzie zupełnie inna. Szykują się zmiany Pierwotnie twórcy serialu „Gra o tron” twierdzili, że Martin zdradził im, jak potoczą się wątki bohaterów, zatem ich wizja miała być spójna z tą stworzoną przez autora książek. Jednak już po finale „Gry o tron" pisarz zapowiadał, że wprowadzi w swej historii zmiany, a powieści będą znacznie różnić się od serialu. Obecnie autor zdradził: Oczywiście zostaną wprowadzone nowe postacie, jednak bez nowych punktów widzenia, obiecuję Wam to […]. Jedna rzecz, którą mogę powiedzieć, to jest na tyle ogólne, że niczego w tym miejscu nie zaspoileruję. Nie wszystkie postacie, które przeżyły do końca „Gry o tron”, przeżyją do końca „Pieśni ognia i lodu” (oczywiście niektóre z pewnością przeżyją. Raczej większość. Ale na pewno nie wszystkie) […]. A co do zakończenia. Musicie poczekać, aż tam dotrę. Część rzeczy będzie taka sama. Wiele nie będzie. Jeśli chodzi o losy postaci, to wiadomo, że Tyrion Lannister będzie często pojawiał się w „Wichrach zimy”. Część postaci ma zakończone swoje rozdziały, tzn. POV, czyli pisane z ich punktu widzenia. Jak wiadomo, tom będzie dłuższy aż o 300 stron od poprzednika, czyli „Tańca ze smokami”. Martin pracuje również nad zarysem fabuły „Snu o wiośnie”. Stworzył zakończenie dla bardzo ważnej postaci. Autor: Judyta Nowak - RMF Classic
final gry o tron opinie